Pięć lat. Jedna tona. Czysty chaos. To Neil, pieczęć.
Szaleje w nadmorskich miastach Tasmanii. Kradzież serc? Niewątpliwie. Ale kradnie też ciszę i spokój, przewracając słupy drogowe, taranując samochody i śpiąc na podjazdach osiedlowych, powodując korki. Ma 1,5 miliona fanów w mediach społecznościowych. Nie jest to zaskakujące, mówi Kara Field, dyrektor medycyny konserwatorskiej w Marine Mammal Center w Kalifornii.
„Mam lekką obsesję na punkcie tej pieczęci” – przyznaje Field.
Dla większości ludzi oglądających Neila w Internecie jego wybryki są ujmująco ekscentryczne. Słodki chaos. Jednak dla biologów morskich, takich jak Field, Neil zachowuje się dokładnie tak, jak powinien zachowywać się młody samiec słonia morskiego. Tylko na specjalną skalę.
Neil wykazuje typowe zachowanie słonia morskiego, takie jak wierne powracanie co roku w to samo miejsce.
Tak twierdzi Rooxann Beltran, ekolog z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz. Zauważa, że zwierzęta te są wykwalifikowanymi nawigatorami. Wykorzystują swój wrodzony „zmysł map”, aby na czas wrócić na brzeg po miesiącach polowań w głębokich wodach oceanu. Neil urodził się na Tasmanii w 2020 roku. Od tego czasu regularnie tu powraca.
Myślisz, że zawsze był tyranem? Zupełnie nie. Kiedy był uroczym szczeniakiem, ważącym zaledwie 40 kg, władze zajmujące się ochroną dzikiej przyrody były zmuszone go ratować. Utknął na mieliźnie. Grozi powodzią. Przez utonięcie. Chris Carlyon z Departamentu Zasobów Naturalnych i Środowiska Tasmanii potwierdził szczegóły na niedawnej konferencji prasowej. Powszechna teoria? Jest prawdopodobne, że matkę Neila „wpędzono” do morza i zmuszono do porodu na najbliższym dostępnym kawałku lądu.
Carlyon uznaje obecność „słonia w pokoju” – przepraszam, pieczęć. „Niektórzy mogą powiedzieć, że to nasza wina”. Uratowali go. Tak. – Ale tego dnia utonąłby. Od tamtej pory go utrzymują.
A teraz? To jest ogromne. I głośniej.
Niszczy infrastrukturę ludzką. To niezwykłe jak na młodego słonia morskiego – przyznaje Beltran. Ale nie na tyle nienormalny, żeby uznać go za wadliwy. Field widzi tutaj normalne zachowanie młodego mężczyzny. Nie jest jeszcze w pełni dorosły – stanie się to dopiero, gdy skończy dziewięć lub dziesięć lat. Zazwyczaj młode samce w kolonii „współzawodniczą” lub walczą. Uderzają się w piersi. Podjadają się nawzajem. To jest gra walki. Próba dorosłego życia.
Na Tasmanii? Neil jest samotny. Nie ma sobie równych.
„Dlatego znajduje samochody” – wyjaśnia Field. Filary. Szyszki. Wszystko, co jest wystarczająco mocne, aby wytrzymać uderzenie. Swoją naturalną agresję kieruje w stronę niszczenia mienia. Jest to dla niego zdrowsze niż tłumienie emocji, mówi, ale oznacza, że traci ważne interakcje społeczne. Samce słoni morskich zwykle muszą komunikować się ze swoimi partnerami. Muszą przygotować się na dzień, w którym spróbują utworzyć „harem”.
Do tego czasu? Ma armię ludzi. Służby proszą wszystkich o zachowanie dystansu. Dla jego bezpieczeństwa. I nasze też.
Są też zalety. Obecność Nilu na Tasmanii jest znacząca dla gatunku sklasyfikowanego w Australii jako wrażliwy. Łowcy eksterminowali je tutaj na początku XIX wieku. Obecnie ludność świata stoi w obliczu rosnącego poziomu mórz. Silniejsze burze spowodowane zmianami klimatycznymi. Przełowienie. Ornitoza.
Pomimo kosztów zasobów i problemów, jakie stwarza Neil, cieszymy się, że go mamy.
Carlyon nazwał Neila prawdopodobnie jednym z pierwszych szczeniąt słoni morskich urodzonych na Tasmanii od starych, dobrych czasów. Znak ożywienia populacji. Być może początek powrotu. A może po prostu jedna wielka, zła bestia, która naprawdę lubi pachołki drogowe. Będziemy musieli poczekać i zobaczyć, co się stanie, gdy rzeczywiście spotka inną fokę.




















