Drewniane kolejki górskie robią wrażenie tylko oglądane z daleka. Z bliska wrażenie jest znacznie mniej przyjemne: pachnie impregnowaną sosną i paniką.
Historia gatunku sięga odległej przeszłości. Pierwsze pomysły zrodziły się we Francji w XIX wieku. Następnie w 1884 roku na Coney Island w Nowym Jorku pojawiła się pierwsza „grawitacyjna droga zygzakowata”. Było to kłopotliwe i prymitywne, ale zadziałało. W latach pięćdziesiątych na scenę wkroczył metal.
Stal zmieniła wszystko. Zakręty pętli? Łatwo. Zawrotne pionowe pętle? Nic wielkiego. Wysoka prędkość stała się standardem. Przejażdżki są szybsze, odważniejsze i, co najważniejsze, płynniejsze. Konstrukcje drewniane oczywiście nadal mają swoich fanów. Nie można odmówić im estetyki. Dźwięk tych wózków sam w sobie jest już klasyką. Ale Twoje plecy wiedzą lepiej. Każda jazda po drewnianej konstrukcji wiąże się z ryzykiem wstrząśnienia kręgosłupa. Stawy bolą. Na żebrach pojawiają się siniaki. A czasami migrena, której nie da się pozbyć.
A jednak. Budujemy je. Jeździmy na nich. Narzekamy na nich, ustawiając się w kolejce do ponownej jazdy.
Koktajl teksański
Weźmy na przykład San Antonio w Teksasie, rok 1992. Six Flags Fiesta w Teksasie rozpoczęło się występem The Rattler. To nie była byle jaka drewniana konstrukcja. W tamtym momencie był to najwyższy i najbardziej brutalny drewniany tor na świecie. Wysokość 179 stóp (około 55 metrów). Pierwszy spadek miał wysokość 166 stóp (około 50 metrów) i żołądek trafił prosto do gardła. Pełna trasa o długości 5080 stóp (ponad 1,5 km) zaprojektowana tak, aby sprawdzić Twoją wytrzymałość.
Ludzie kochali wysokości. Ignorowanie przemocy fizycznej wobec ciała.
Teraz mamy dowód. Nowo odkryte wideo z lat 90. pokazuje, jak Grzechotnik robi coś przerażającego. Drewniana rama wygina się. Spinning. Jęki pod ciężarem pędzących w dół samochodów. Wygląda, jakby zaraz miał pęknąć na pół.
To jest niepokojące. Jest głośno. Zmusza to do ponownego sprawdzenia swojej polisy na życie.
„To było normalne, taki był zamysł przy budowie atrakcji.”
O to właśnie chodzi. Chybanie nie było oznaką niepowodzenia projektu. To była cecha konstrukcyjna. Drewno musi mieć zdolność do zginania się. Gdyby rama była całkowicie sztywna, naprężenie po prostu rozerwałoby kłody. Musiał się schylić, aby przetrwać we własnym tempie. Więc tak. Trzęsłeś się, bo jazda wymagała ruchu. Komfort został poświęcony na rzecz trwałości projektu.
Czy to bolało? Z pewnością. Były kontuzje. Było ich mnóstwo. Konstruktywne ulepszenia pojawiały się jedna po drugiej, aby załatać luki pozostawione przez adrenalinę i prawa fizyki. Trzęsła się dalej. W dalszym ciągu raniła pasażerów. Do 2012 roku.
Było zamknięte. Ale nie na zawsze. Odbudować.
W ciągu następnego roku całkowicie oczyścili konstrukcję. Część drewna zastąpiliśmy stalową hybrydą. „Szkielet” został zachowany. Dodana siła. W maju 2013 roku powróciła jako The Iron Rattler. Gładsza. Bezpieczniej. Szybciej. Teraz nie wygląda już tak, jakby miała się załamać.
Chociaż jakaś część Ciebie może tęsknić za chaosem. Być może nie. Najprawdopodobniej nie.
Ale pamiętasz ten hałas. I smak powietrza przesiąkniętego strachem i zapachem starego drewna.




















