To ryzykowny zakład.

Varda Space Industries wysyła leki na orbitę. Nie zostawiaj ich tam na zawsze. I zmienić je.

Startup z siedzibą w Los Angeles nawiązał niedawno współpracę z United Therapeutics. Biotechnologiczny gigant produkuje leki stosowane w leczeniu rzadkich chorób układu oddechowego i powikłań po przeszczepach narządów. Teraz testują hipotezę: czy mikrograwitacja może poprawić jakość ich małocząsteczkowych leków.

„Co zaskakujące, w przypadku małych cząsteczek bardzo ekonomiczne jest… tworzenie nowych krystalicznych nasion w kosmosie… a następnie przynoszenie ich z powrotem.”
– Michael Riley, dyrektor ds. strategii

Jaki jest cel? Zdobycie bardziej zaawansowanych kryształów.

Na Ziemi proces krystalizacji jest chaotyczny i nieostrożny. Na orbicie kryształy stają się większe. Są doskonalsze i jednolite.

Ann Wilson, chemik z Butler University, zaobserwowała już to zjawisko na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Mówi, że w kosmosie powstają unikalne struktury, które nigdy nie powstały tutaj, na Ziemi. Takie kryształy mogą przyspieszyć rozpuszczalność leków. Może to pozwolić na zmniejszenie liczby dawek. Co z kolei obniży koszty.

Czy to łatwe? Nie.

Gerard Capellade z Rowan University nazywa ten proces grą losową. Czasami kryształy tworzą się w ciągu kilku minut. Czasami zajmuje to tygodnie. Trudno jest kontrolować środowisko. Trudno jest mieć pewność, że otrzymasz strukturę, której potrzebujesz dokładnie wtedy, gdy jej potrzebujesz.

Drugim wrogiem jest skala. Na satelicie nie ma jeszcze możliwości wyprodukowania dużych partii leków.

Ale Varda się nie martwi. Nazywają swoje laboratorium orbitalne „Winnebago” (od popularnej amerykańskiej marki samochodów kempingowych, kładącej nacisk na mobilność i autonomię).

Jego masa wynosi około 300 kilogramów. Lata samodzielnie. Żadnych astronautów.

Po wyniesieniu go na orbitę przez rakietę nośną Winnebago samodzielnie zajmuje pozycję roboczą. Wewnątrz trwają eksperymenty. Następnie oddziela się kapsułkę z próbką.

Spada z prędkością 18 000 mil na godzinę (około 29 000 km/h).

Spadochron opada.
Twarde lądowanie.
Gdzieś na australijskiej pustyni.

(Wcześniej prototyp miał wylądować w Utah, ale FAA odmówiła licencji w 2024 r.)

Podróże kosmiczne są nadal drogie.

Nawet przy obniżkach cen SpaceX dzięki rakietom wielokrotnego użytku wynoszenie ładunków na orbitę pochłania budżet. Dlatego Varda zapełnia wolne miejsca na pokładzie.

Umowy z sektorem obronnym pomagają pokryć koszty. Własnymi eksperymentami zainteresowany jest także Pentagon.

Rynek jest przepełniony konkurentami. Przemysł farmaceutyczny wykazał się jednak niezwykłym głodem takich rozwiązań.

„To ogromny rynek… niektóre kluczowe składniki farmaceutyków są stosunkowo małe”.
— Matthew Weinzierl, Harvard Business School

Naukowcy i zespoły komercyjne od lat wysyłają ładunki na ISS i chińską stację Tiangong. Ale zwykle wymagało to udziału astronautów. Varda i SpaceX to jedne z nielicznych firm oferujących w pełni zautomatyzowane starty. Nie potrzebujesz skafandra kosmicznego. Wszystko czego potrzebujesz to umowa.

Zbliża się era komercyjnych stacji orbitalnych: nadejdzie w latach 30. XXI wieku.

Stare placówki staną się przeszłością. Zostaną one zastąpione nowymi, takimi jak Starlab. Firmy takie jak Space Tango i Voyager Technologies tworzą modułową infrastrukturę typu plug-and-play dla badaczy. Oczekują, że przeniosą się tam także firmy farmaceutyczne.

Varda chce przyspieszyć. Obecnie jest to jedno uruchomienie na kwartał. Planują jeden start co dwa miesiące.

Sukces choćby jednego hitowego leku zmieni całą branżę. Nawet jeśli Varda nie odniesie bezpośredniego sukcesu, sam fakt, że model biznesowy się sprawdzi, może wywołać efekt domina.

Tworzone będą sojusze. Kapitał przyjdzie.

Niebo jest wysokie.